Menu

świat moimi oczami

Nie bierz nic na serio. Zajrzyj tu żeby trochę się pośmiać, odstresować, zapomnieć o wielkich i nieco mniej wielkich problemach.

Pierwszy śmiałek - Karol

co-za-masakra

   asg

 

   Kojarzysz ten serial z TVN "Singielka" ? Pewnie nie uwierzysz, ale obejrzałam go w całości. Możesz się śmiać, że to polski serial w dodatku dla samotnych, zdesperowanych kobiet, ale bardzo mnie on zainspirował. Tytułowa singielka, pracowała w redakcji jakiejś internetowej gazety i pisała felietony na temat tego, jak idą jej miłosne podboje. Mnie na szczęście nie gonią jeszcze moje lata i mam na razie sporo czasu na znalezienie miłości, więc podejdę do tematu w mniej poważny sposób. Bo przecież ma być wesoło i masz przestać choć na parę chwil zamartwiać się problemami. 

   Już tłumaczę o co mi chodzi. Ostatnim czasem, zauważyłam, że wokół mojej osoby zaczęło pojawiać się coraz więcej przedstawicieli płci przeciwnej. Czemu akurat teraz? Nie mam pojęcia. Postanowiłam jednak wykorzystać to, zapewne chwilowe, zainteresowanie i napisać Ci co nieco o zabawnych sytuacjach związanych z tym faktem. Oczywiście nie jest tak, że śmieję się z odwagi i ciekawych pomysłów na rozpoczęcie znajomości ze mną moich "adoratorów", ja tylko chcę sprawić, aby Twój dzień po przeczytaniu tego bloga był nieco mniej szary i nudny niż zwykle ;-) No to zaczynamy! A może przy okazji znajdzie się ktoś kto nie zasłuży na bycie bohaterem bloga, tylko na coś więcej?

   Pierwszy pojawił się Karol. Poznaliśmy się na urodzinach mojego przyjaciela (przyjaźń damsko-męska istnieje! Ale o tym innym razem). Początkowo nie zwracałam na niego uwagi, chłopak jak chłopak, nie był ani szczególnie ładny ani jakiś brzydki. Z twarzy oczywiście, bo klatę to miał świetną. Skąd wiem? No trudno byłoby nie wiedzieć, zważywszy na to, że byłam prawie jedyną dziewczyną na tych urodzinach. Ej, nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego. Po prostu zaczęli się chwalić, urządzali jakieś koleżeńskie bójki, przepychanki, prężenie muskułów i takie tam męskie popisówki. Muszę przyznać, zaimponował mi był najsilniejszy, ale nie czuł się z tego powodu jakoś bardzo lepszy i nie zaśmiewał się z kolegów, jak to czasem bywa z takimi siłaczami. Co jakiś czas podchodził do mnie, próbował zagadywać, pytał czy widziałam jak sobie poradził w przepychankach z kolegami. Norma. Kiedy zaczęliśmy zbierać się do domów, uznał, że mnie odprowadzi. Oczywiście na to pozwoliłam, pomyślałam sobie, że fajnie będzie mieć nowego znajomego i to jeszcze z taką klatą. Dobra, wiem, że Cię teraz zanudzam, chciałam tylko jakoś wdrożyć Cię w temat.

   Jak się jednak okazało Karol miał nieco ambitniejsze plany niż tylko znajomość. Następnego dnia zaprosił mnie na kolację. Do jakiejś kawiarni czy pizzerii? Nie. Do siebie do domu. Nie mieszkał bardzo daleko, więc poszliśmy piechotą. Całą drogę mówił praktycznie tylko on, co jest niesamowite, bo to zawsze ja gadam najwięcej. Dowiedziałam się, że interesuje się ASG (repliki broni, taktyki wojskowe) i jest nawet w klasie mundurowej. Pomyślałam, fajnie ma pasję i to taką ciekawą... Ale powoli zmieniałam zdanie. Mówił prawie tylko o tym, ale to nie to było problemem. W pewnym momencie skręcił w jakąś ciemną dróżkę mówiąc, że to skrót. Ale, nie bój się, piszę tego bloga, co oznacza, że mnie nie zamordował. Przeszliśmy kawałek, po czym najzwyczajniej w świecie zaczął się czołgać i robić przewroty. Tak, dobrze przeczytałaś. Pokazywał mi różne techniki podchodzenia do potencjalnego wroga i wszystkie metody maskowania. Na kolację zrobił Grochówkę, po żołniersku. Następnie zaprowadził mnie do swojego pokoju. Rozejrzałam się i zdziwiona powiedziałam, że chyba pomyliły mu się drzwi, bo to warsztat. Ale nie. To był jego pokój. Po kilku chwilach zobaczyłam łóżko, ukryte pod stertą narzędzi, a dalej nocną lampkę. Karol w tym czasie wyją z szafy mundury i kazał mi je po kolei przymierzać. Wszystkie dwa razy za duże, co go bardzo przejęło i stwierdził, że musimy pojechać na zakupy i pomoże mi wybrać coś w moim rozmiarze. Domyśl się w jakim wielkim szoku byłam. Niby po co mi mundur?! 

   Spotkałam się z nim jeszcze kilka razy. Za każdym razem towarzyszył nam ten wojskowy klimat. Inaczej było dopiero w Walentynki. Znaczy tam mi się wydawało. Przyszedł po mnie wieczorem, przyniósł różę i słodycze. Byłam zachwycona. Następnie powiedział, że zabiera mnie na randkę do bardzo romantycznego miejsca - poszliśmy na bilard. Może nie jest to najromantyczniejsza randka, ale ja bilard lubię, więc naprawdę się ucieszyłam. Ale, zawsze musi być jakieś ale. Wracając z bilarda szliśmy do niego jak zawsze tą ciemną ścieżką. Poprosił żebym chwilę poczekała, bo musi pójść po coś do domu. Myślałam, że to kolejna niespodzianka, więc podekscytowana zgodziłam się bez wahania. Wrócił po dosłownie pięciu minutach. Niósł jakiś pokrowiec przypominający taki na gitary. Czyżby chciał mi coś zagrać? Skądże, nie było tam nawet żadnej gitary. Wyją karabin. Znaczy taką replikę ASG i rozpoczął opowieść o jej historii, niesamowitych parametrach i rzeczach, których zupełnie nie byłam w stanie ogarnąć. Gdy wreszcie skończył, pokazał mi jak się strzela i tak dalej, obwieścił mi najwspanialszą jego zdaniem nowinę - kochana, zamówiłem ci taką samą. Nieco się zmieszałam, bo przypomniało mi się jak opowiadał, że takie repliki są bardzo drogie, a poza tym ja nie interesuję się takimi rzeczami, więc po co mi karabin. Powiedziałam, że nie mogę przyjąć tak drogiego prezentu, a on tylko się zaśmiał mówiąc - no coś ty, jaki prezent, pierwszą replikę to trzeba kupić samemu, ale spoko masz cały miesiąc na oddanie kasy, skarbie. Tego było za wiele! Niech się sam bawi w żołnierza. Nasze drogi się rozeszły, a zamówioną replikę sprzedał jakiemuś koledze. Chyba.

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© świat moimi oczami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci